Historia naszej parafii
Parafia św. Anny w Nowym Mieście – zarys dziejów
Poniżej zamieszczamy cytowany fragment publikacji opisującej dzieje Nowego Miasta i wątki związane z parafią. Tekst został przytoczony w niezmienionej treści, z zachowaniem oryginalnego sensu i układu.
Źródło: Paweł Słupski, Historia Gminy Nowe Miasto – czas mija, pamięć zostaje, wyd. Urząd Gminy Nowe Miasto. Cytowany fragment dotyczy historii parafii i kościoła w Nowym Mieście.
Początki parafii (XIV–XIX w.)
Dzieje Nowego Miasta wiążą z dziejami kościoła i parafii nowomiejskiej. Tu znajduje się centrum życia społecznego i kulturalnego mieszkańców Nowego Miasta i okolicznych miejscowości.
W średniowieczu kościoły stawiano na miejscach dawnych pogańskich kultów. Tak stało się i w naszym przypadku, o czym świadczą odnajdywane na terenie, gdzie stoi plebania, pozostałości po cmentarzu pogańskim. „W ogrodzie plebanii znaleziono (około 20 lat temu [tzn. ok. 1879 r. – przyp. P.S.]) kilka grobów murowanych z cegły, sklepionych, w których były popielnice. Użyto ich do wysypania i wyrównania drogi”.¹ Inną wersję tego wydarzenia przedstawiał Józef Sienicki z Zagwizd, wieloletni członek Dozoru Kościelnego, we wspomnieniach spisanych przez Marię Zalewską. Mówił, że pięć masywnych urn wydobyto podczas prac przy robieniu regułówek pod wino. W urnach znajdował się nie tylko popiół, ale i „całe szczęki z białymi, zdrowymi zębami”. Ówczesny proboszcz, ks. Aleksander Kamiński, nie powiadomił o tym Towarzystwa Archeologicznego, ale „z wielką czcią pochował je na cmentarzu grzebalnym”.
Parafia erygowana została w 1388 r. przez bp. Ścibora. Do parafii należały wówczas wsie: Biskupice, Czarnoty, Latonice, Miszewo i Łuszczewo. Na początku stała tu świątynia drewniana. Wznoszenie obecnie stojącego kościoła rozpoczęto prawdopodobnie za czasów księżnej Anny mazowieckiej w XV w.
Jak głosi legenda, drewnianego kościoła nie rozebrano, a mury wznoszono wokół niego. Budulec ludzie przynosili z Cegielni, często w ramach pokuty. W ustawianych przed kościołem beczkach gromadzono białka jajek, które wykorzystywano do zaprawy murarskiej.
Budowę kościoła zakończono za czasów synowej księżnej Anny – księżnej Barbary w 1471 r. Drewniany kościół rozebrano i postawiono w innym miejscu. Od tego momentu w Nowym Mieście znajdowały się 2 parafie. Parafie te otrzymały patronki swych fundatorek – obecną św. Anny (poprzednia miała za patronów Matkę Boską i Wszystkich Świętych), nową szpitalną z kaplicą (lub małym kościołem) św. Barbary.
W podziemiach nowomiejskiego kościoła spoczęła na wieki księżna Barbara. Po wielu latach, bo dopiero w roku 2014, doczekała się płyty nagrobnej.
Z kościoła podziemnym tunelem można było przejść do zamkowych piwnic. Żyją jeszcze ci, co widzieli fragment przejścia od kościoła (reszta była już zasypana) w kierunku północnym. Jednak i ten fragment został zasypany.
Przy szpitalu znajdowały się też kaplice św. Leona i św. Ducha. Szpital jak i kościół św. Barbary spłonął podczas potopu szwedzkiego.
Księżna Barbara i detale ceglane
Grób księżnej Barbary, fundatorki kościoła w Nowym Mieście.
Ostatnim proboszczem parafii p.w. św. Barbary był ks. Albert Szczepankowicz, który opuścił Nowe Miasto w 1671 r.
„Anno Dni 1671 die 19 Junii … Ja Albert Szczepankowicz proboszcz [parafii] św. Barbary Nowego Miasta…” (fragment ksiąg metrykalnych z 1671 r.).
Warto zwrócić uwagę na bardzo ciekawy sposób układania cegieł. Ściany są dekorowane za pomocą żendrów (czyli cegły wypalanej w wysokiej temperaturze, co nadawało jej błyszczącą i ciemną powierzchnię), które tworzą romby.
Ściany są dekorowane za pomocą żendrów (czyli cegły wypalanej w wysokiej temperaturze, co nadawało jej błyszczącą i ciemną powierzchnię), które tworzą romby.
Kamienie i symbolika murów
Kamienie znajdujące się w murach nie są przypadkowe. Każdy z nich coś symbolizuje. Niektóre są pamiątką po fundatorach, m.in. w kształcie tarcz herbowych (widoczne na północnym i południowym murze). Według średniowiecznej demonologii miejscem bezpiecznym od otaczającego ludzi zła było wnętrze świątyni. Zło czaiło się wszędzie i kusiło człowieka. Stąd kamień w kształcie głowy jakiegoś zwierzęcia – konia lub węża, a może nawet szatana.
Kamienie w kształcie tarcz herbowych.
Kamienie w kształcie głów zwierząt.
Znaki na murach kościoła
Na cegle w zachodniej zewnętrznej ścianie kościoła (na wysokości oczu, nad stojakiem dla rowerów) przy wejściu głównym widzimy wycięty prawdopodobnie miecze zakonny krzyż równoramienny² – symbol bożogrobców (rycerzy zakonnych), którzy być może mieli jakiś wpływ na budowę naszego kościoła.
Symbol bożogrobców.
Zegar słoneczny.
Opis świątyni w źródłach drukowanych
„Encyklopedia powszechna”³ podaje, że patronem świątyni obok Świętej Trójcy był św. Jan Chrzciciel. Dalej czytamy dość dokładny opis świątyni: „Jest to gmach obszerny zbudowany jak zwykle wielkim ołtarzem do wschodu; różni się on pod względem budowy od wielkiej liczby starożytnych kościołów tutejszej okolicy i więcej Wielkopolskie przypomina świątynie, bowiem część kapłańską zwężoną i potrójną ścianą zakończoną. Stawiany jest z cegły dobrze palonej bez tynku. W bliskości tylko fundamentów przeplatają cegłę wielkie polowe głazy, a nawet gdzieniegdzie młynskie kamienie. Na jednej ze skarp od południowej strony prezbiterium znajduje się wykuta z kamienia zwierzęca głowa, coś podobnego na kształt głowy na ścianie kaplicy św. Jana Nepomucena w Kolegiacie Pułtuskiej. Otwory okien i odrzwia [obramowania drzwi – przyp. P.S.] we właściwym kościele oraz łęcza, zakończone są w ostrołuk, a kaplicy zaś okna zwykłym łukiem są opisane. Odrzwia główne umieszczona są we wnęku zakończonym u góry dwiema regularnymi łukami. W podobnym wnęku umieszczone są jeszcze drzwi zakrystii wewnątrz kościoła, a i dolna część ścian bocznych w części kapłańskiej podobnież wnękami jest urozmaicona. Zniżenie głównej szczytowej ściany oraz całkowite jej przebudowanie w górnej połowie nie pozwala odgadnąć pierwotnego jej kształtu, zdaje się jednak, że była zębata i licznemi wnękami przyozdobiona, wierzchołek jej zakończony jest żelaznym kogutkiem, tak jak to zwykle ma miejsca w najdawniejszych kościołach. Kościół nowomiejski nie ma całkiem okien od strony północnej, wewnątrz nie jest sklepiony, ale ma sufit, który w nawie podpierają 6 drewnianych słupów we dwa rzędy ustawionych i też nawę na trzy części dzielących. Główną ozdobą wnętrza stanowi wspaniały wielki ołtarz na trzy piętra, w stylu XVI wieku z kolumnami bogatymi w ozdoby i pięknej nadzwyczaj roboty…”.
…wierzchołek jej zakończony jest żelaznym kogutkiem, tak jak to zwykle ma miejsca w najdawniejszych kościołach.”
„Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.” (Mt 26, 73–75)
Podobnie i kur na dachu nowomiejskiego kościoła wzywa nas, grzeszników, do pokuty i żalu za grzechy.
„Kościół w Nowym Mieście parafialny, murowany, formy kwadratowej, fundowany od Najjaśniejszej Barbary Księżnej Mazowieckiej.”
Już w pierwszym akapicie wizytator podkreślał, że kościół był „zrujnowany, a potem [poddany] znacznej reperacji.” Dalej jednak napisał, że w tym czasie „Kościół [był] dosyć wspaniały, mury dobre, okna drzwi są dobre, lubo stary pułap czyli podbitka zła, zupełnej reperacji potrzebuje.”
Do naszej parafii należało 16 wsi: Latonice, Zasumie (Zasonie), Królewszczyzna (Zarynie), Biskupice (Henrykowo), Rostki Małe, Rostki Wielkie, Szczawino, Łuszczewo, Wólka, Gościnimo Wielkie, Modzele, Czarnoty, Zagwizdy, Miszewo, Zawady Szlacheckie oraz Grabie, która to jednak wieś „spustoszała – nie liczy się.”
Dalej autor podkreśla, że wszyscy, którzy mogli w tym roku przystąpić do spowiedzi, „temu przykazaniu zadość uczynili”. W sumie było to 668 osób (parafia liczyła 766 wiernych, z czego 98 to dzieci). Co ciekawe, w tym czasie nie było tu wielu Żydów, jedynie siedmiu arendarzy, czyli dzierżawców karczm. (Po jednym w Rostkach, Modzelach i Łuszczewie oraz po dwóch w Miszewie i Nowym Mieście). Chowali swych zmarłych na kirkucie w Nasielsku.
Wizytacje i życie parafii
Kościół nosił wtedy wezwanie św. Jana i św. Trójcy. W świątyni był ołtarz główny oraz dwa boczne. De facto ołtarzy było więcej, ale jak podkreślił wizytator „starych się nie rachuje, bo te zdezelowane, przy reperacji kościoła wymienione będą”. Po lewej stronie stał ołtarz św. Katarzyny. Utrzymanie tego ołtarza było zadaniem wsi Gościnina i Zawad, ale „nie dochodzą prowizje, choć szczupłe”.
Dalej następuje opis kaplicy południowej, tzw. „kaplicy Miszewskiej”, której kolatorami, czyli fundatorami albo spadkobiercami fundatorów, byli pp. Kuczborscy, dziedzice Miszewa. Kaplica została określona jako „mocno zrujnowana” i nie odprawiano tam Mszy. Bp Hieronim Szeptycki pozwolił ją nawet „demolować”, czyli zburzyć (czego, dzięki Bogu, nie uczyniono), „a ołtarz św. Krzyża, z którego co miesiąc jedna msza być powinna odprawiona, przenieść do kościoła”.
Dawny wygląd kościoła w Nowym Mieście wg p. Roberta Czekalskiego.
Jako „nową” określono służącą po dziś dzień chrzcielnicę („porządna i dobrze zamknięta”). Obecnie, gdy z ochrzczeniem dziecka czeka się kilka miesięcy, może wydać się dziwną ówczesna praktyka, która nakazywała nie odkładać chrztu dłużej niż na trzy dni po urodzeniu.
Funkcjonowało wtedy bractwo św. Anny, ale było ono ubogie („ledwie kilka złotych być może uzbieranych na wosk”).
W tekście pada nazwisko bp. Józefa Szembeka, który zarządzał naszą diecezją w latach 1753–1758. Wizytował on Nowe Miasto i wyświęcił wtedy dzwonnicę z czterema nowymi dzwonami.
Dalej w „Akcie wizytacji generalnej z 1775 r.” czytamy, że wśród zabudowań plebańskich wymieniany jest wikariat, w którym mieszkali dziadowie kościelni.
Autor uskarża się na „hojność” poszczególnych wiosek. Latonice i Zasonie powinny płacić dziesięcinę w wysokości 200 zł, a płaciły 54 zł – „…dlatego się przydaje, że wielka kłótnia była wytyczne biorąc, tak z dworem jako z innymi wioskami”. Z kolei Szczawin, Łuszczewo i Wólka od 40 lat nie płaciły nic i nie przekonało ich do tego 18 „dekretów konsystorskich nuncjatorskich”, dalej „nie chcą dawać”. Tak samo nie płaciły Biskupice, a Miszewo dawało zaledwie 12 zł. Gościnim i folwark w Szczawinie płacili dziesięcinę kościołowi w Królewie.
Jedyna szkoła była wtedy w Rostkach, gdzie uczyli się wyłącznie chłopcy. Rozważano zbudować także szkołę w Nowym Mieście, na miejscu, gdzie stał kościółek św. Barbary oraz na „półwłoczku literatów, który miasto odebrało”.
Wśród dobrodziejów kościoła wymieniana jest Eustachia z Potockich Krasińska, której mąż Kazimierz był marszałkiem Trybunału Głównego Koronnego, szambelanem króla Stanisława Leszczyńskiego, oboźnym koronnym oraz starostą krasnostawskim i nowokorczyńskim. Dowiedziawszy się o tragicznym stanie ornatów w nowomiejskim kościele natychmiast podarowała dwie szaty.
Podczas wojen napoleońskich w Nowym Mieście stacjonowało wojsko francuskie. Swoją siedzibę miało w kościele. Józef Sieniecki wspominał, że żołnierze zdewastowali kościół, przez co świątynia przez dłuższy czas była nieczynna.
Chrzcielnica (podpis fotografii).
Wizytacja 1817 i zwyczaje
12 lipca 1817 odbyła się kolejna wizytacja dziekańska. Przeprowadził ją dziekan nowomiejskiej ksiądz Antoni Królewiecki z Sońska.
„Kościół parafialny w mieście Nowymieście pod tytułem św. Trójcy i św. Jana Chrzciciela, lubo jest erygowany przez Najjaśniejszą Barbarę książęciczkę Księstwa Mazowieckiego…”
W protokołach⁵ czytamy m.in. o przykościelnym cmentarzu. Już wtedy istniał „cmentarz za miastem”, który „był parkanem obwiedziony, lecz przez przechód wojsk rozebrany został”. Od tej pory zmarłych zaczęto grzebać znowu przy kościele. Natomiast zmarłe nieochrzczone dzieci chowano koło figurki (protokół nie precyzuje jednak, gdzie ta figurka się znajdowała).
Budynki parafialne to: „szpital drewniany (…) w nim mieszka ubogi mężczyzna jeden, kobiety dwie, z jałmużny tylko żyją (…)”, „plebania drewniana, stara, słomą pokrywa”, stajnia, obora, stodoła, spichlerz, chlewik. „Domu dla organistego nie masz.”
Dalej opisane są „sprzęty kościelne”. Ołtarzy, tak jak dziś, było pięć. „Wielki o trzech kondygnacjach, snycerskiej roboty, cały wyłaczany. W pierwszej kondygnacji statua Najświętszej Panny, w drugiej obraz św. Trójcy, w trzeciej św. Jan Chrzciciel.” W ołtarzu „Najświętszej Panny Różańcowej” znajdował się także obraz św. Jana Chrzciciela, a w ołtarzu św. Rocha – św. Katarzyny. Natomiast w południowej kaplicy do dziś stoi „[ołtarz] cały murowany i gipsem powleczony. W nim statua rżnięta na krzyżu Pana Jezusa.” Piętrowy ołtarz znajdował się też w kaplicy św. Anny, nad której wizerunkiem był obraz św. Antoniego.
Jak wyglądały nabożeństwo? Zaczynały się o godz. 8.00 Godzinkami do Najświętszej Panny, następnie odmawiano różaniec, odbywała się procesja i kapłan wygłaszał naukę lub kazanie. Dopiero wtedy odprawiana była Msza. Dawniej nie sprawowano Eucharystii w porze wieczornej; ludność gromadziła się wtedy na nieszpory, ale w Nowym Mieście „zamiast nieszporów [odmawiano] różaniec o Panu Jezusie”.
Dobrze oceniono stan religijny parafian, gdyż „jak z wyższego tak i z niższego stanu, które by zupełnie nie bywały na nabożeństwie nie znajdują się w tej parafii”. Odpust obchodzono w Uroczystość św. Trójcy.
Funkcjonowały dwa bractwa: Matki Boskiej Różańcowej (miało obowiązek śpiewania różańca i opieki nad bocznym ołtarzem; przewodniczył mu Jan Czeremański) i św. Anny (opiekowało się ołtarzem św. Anny).
Protokół wymienia 19 miejscowości należących do parafii: Nowe Miasto, Biskupice, Czarnoty, Gościmin, Grabie, Latonice, Łuszczewo, Miszewo, Modzele Bartłomieje, Rostki Wielkie, Rostki Małe, Szczawino, Szczawińska Wólka, Zagwizdy, Zawady, Zawady Krogul, Zasonie. W protokole pojawiają się też dwie wsie, których nie mogę wprost zidentyfikować: Nowe Miasto wieś narodowa (prawdopodobnie Folwark) oraz Zasonie wieś narodowa przylegała do kościoła (być może chodzi o dzisiejsze Piaski).
W sumie parafia liczyła 1874 mieszkańców (1429 katolików, 110 – akatolików /chodzi zapewne o protestantów/, 335 – żydów).
Funkcjonowała wówczas szkoła. Nadzorujący ją proboszcz „częściej wizyty nie czyni ponieważ nie ma z czym”. Nauczycielem był Karol Krzyżanowski z powiatu lipińskiego, a „zdolność jego jest tylko do dawania początków polszczyzny, niemieczyn, rachunków i dosyć pokazuje się być moralnym.” Szkoła nie cieszyła się zbyt dużą popularnością; uczęszczało do niej zaledwie ośmioro dzieci, które „samego tylko elementarza się uczą”.
Skoro istniał już cmentarz poza miastem, to zmarłych zaczęto grzebać w podziemnych kryptach. Pochówków tam było bardzo dużo, o czym świadczą zapisy w księgach metrykalnych „sepulta in ecclesia”, niektóre metryki dokładnie precyzowały miejsce np. „pod krzyżem”, „pod chórem” czy też w kaplicy Miszewskiej, którą można by nazwać miejscem pochówku szczególnie zasłużonych (nie tylko dziedziców z Miszewa). Początkowo planowano wypisać wszystkich pochowanych w świątyni, ale było ich zbyt wielu. Spoczywają tam nie tylko możni panowie, ale też mieszczanie czy chłopi.
Legendy i kronika ks. Jana Radzikowskiego
W zapisach genealogicznych często pojawia się sformułowanie „sepultus in ecclesia”. Nie zawsze oznacza ono pochówek w samej świątyni – dawniej zmarłych grzebano na przykościelnym cmentarzu, więc adnotacja mogła odnosić się również do jego terenu. W tradycji Nowego Miasta zachowała się legenda o grobie księcia Bolesława, jednak nie wiadomo, którego władcę Mazowsza dotyczyła. W 1821 r. Wincenty Hipolit Gawarecki w „Pamiętniku historycznym płockim” zanotował, że proboszcz Modest Turski wskazywał na niszę w kaplicy św. Anny z wyobrażeniem białego orła jako miejsce pochówku mazowieckiego księcia. W 1822 r. komisarz Broniewski polecił otworzyć tę framugę; murarze stwierdzili, że była ona zamurowana inną cegłą niż korpus kościoła, a w dolnej części znajdował się mały grób przeznaczony dla jednej osoby, już poruszony i pusty – nie znaleziono nawet kości. Niszę ponownie zamurowano. Mimo to Gawarecki uznał, że w kościele znajdował się niegdyś grób księcia, choć ciało przeniesiono. Józef Sienkiewicz wspominał, że po prawej stronie prezbiterium leżał kamień z napisem „Boleslav Magnus Dux” albo „Princeps Masoviæ”; ks. Kamiński kazał go umieścić za ołtarzem, gdzie podobno leży do dziś.
Przeglądając księgi metrykalne w Archiwum Diecezjalnym w Płocku, autorka natrafiła na kilka stron rękopisu stanowiących trzecią kronikę parafialną, zatytułowaną „Adnotacje niektórych okoliczności wpisujących się w tę księdz[ę] na wieczną pamiątkę ręką za rządów Xiędza Jana Radzikowskiego”⁹. Jej autor – proboszcz Jan Radzikowski – wspominał, że 24 czerwca 1838 r. dokonał zamiany z proboszczem Nebrowskim z Kryska: on objął parafię w Nowym Mieście, a ks. Nebrowski przeniósł się do Kryska. Wkrótce spadły na niego rozmaite klęski: 11 lipca 1838 r. cztery krowy nagle zachorowały i padły, a 6 grudnia 1838 r. nieznany sprawca podpalił zabudowania plebańskie, w wyniku czego spłonęły dwie stodoły, stajnia, owczarnia, obora, wozownia i spichlerz – w rzeczywistości trzy połączone budynki. 27 kwietnia 1839 r. zmarła matka księdza Karolina z Jerzykowskich Radzikowska w wieku 76 lat; proboszcz opisał ją jako osobę pełną cnót i pobożności. Postawił jej na cmentarzu murowaną katakumbę z napisem, prosząc przechodniów o modlitwę za jej duszę. W sierpniu tego samego roku zmarł jego dziewiętnastoletni bratanek Teodor Radzikowski, którego ciało również pochowano w katakumbie. Ksiądz zamierzał przenieść do niej zwłoki brata Teodora z Kryska, tak aby w grobowcu spoczywały ciała trzech krewnych. W testamencie prosił następców, by nie ruszali prochów, dopóki czas nie zniszczy trumien, a następnie szczątki zebrali do blaszanej urny i pozostawili w tym samym miejscu. Poprosił też, aby każdy kolejny proboszcz odprawiał Mszę św. w rocznicę śmierci jego matki (27 kwietnia), bratanka (9 grudnia) oraz za jego własną duszę; podpisał się „X. Radzikowski”¹¹.
W drugiej części kroniki proboszcz opisuje, że w kościele nie było organów i śpiew organisty zastępował instrument. Zachęcony zapisem 500 złotych pozostawionym przez zmarłą Marciannę Winiecką, rozpoczął zbiórkę na nowy instrument. Do kwestowania po wsiach wydelegował miejscowych gospodarzy Michała Olkowskiego i Wojciecha Iwaczowskiego oraz organistę Michała Gośkiewicza. Dzięki zebranym ofiarom i legatowi zamówiono ośmiogłosowy instrument (z dwoma głosami w pedale) u warszawskiego budowniczego organów Bredowa; prace trwały półtora roku ze względu na jego zaangażowanie przy organach katedralnych. Wreszcie 29 maja 1841 r., w wigilię Zesłania Ducha Świętego, Bredow osobiście zainstalował organy w Nowym Mieście; po 33 latach przerwy ich harmonijny głos zabrzmiał w kościele, wzruszając wiernych do łez. Ksiądz zanotował, że legat Marcianny Winieckiej był głównym bodźcem do zbiórki, i że w dowód wdzięczności każdego roku powinny być odmawiane wypominki za dusze Marcianny i Ignacego Winieckich.
Radzikowski dodał, że własnym kosztem odnowił ogrodzenie kościelne od strony sadu plebańskiego, zlecił stolarzowi wykonanie barierki wzdłuż ogródka warzywnego i w 1841 r. wybudował murowany sklep (piwniczkę) na kamiennym fundamencie z drewnianym stropem i deskami. Opisał też fatalny stan kaplicy Pana Jezusa zwanej Miszewską – była tak zrujnowana, że przez rok nie odprawiano w niej nabożeństw. Udał się z prośbą o remont do Tekli Bratoszewskiej z Miszewa¹².
Źródła i przypisy
- ¹ „Materjały do mapy Gubernji Płockiej”, Światowit 2, 130–142, 1900, s. 138
- ² Przez mieszkańców przypisywany jest krzyżakom.
- ³ Encyklopedia powszechna, tom 19, Nakład, druk i własność S. Orgelbranda, Warszawa 1865, s. 559–560
- ⁴ Cyt. za: Ks. M. M. Grzybowski „Materiały do dziejów ziemi płockiej”, tom IV, Towarzystwo Naukowe Płockie, Płock 1985, s. 226–239
- ⁵ Jeszcze do początku XX wieku w dokumentach nazwa naszej miejscowości pisana była jako jeden wyraz.
- ⁶ Ks. M. M. Grzybowski, „Z archiwaliów diecezjalnych płockich XIX w., Zeszyt 13: Dekanat nowomiejski”, Płock 2003, s. 123–136
- ⁷ W. H. Gawarecki, „Pamiętnik historyczny płocki”, Warszawa 1828, s. 6–12.
- ⁸ M. Zalewska, „Historia Nowego Miasta” (rękopis, b.n.s.).
- ⁹ „Adnotacje niektórych okoliczności wpisujących się w tę księgę na wieczną pamiątkę ręką za rządów Xiędza Jana Radzikowskiego” [w: Akta urodzeń, zaślubin i zmarłych 1811–1823, Archiwum Diecezjalne w Płocku].
- ¹⁰ Fragment nieczytelny.
- ¹¹ Podpis autora.
- ¹² Dalszy fragment rękopisu jest nieczytelny.
- ¹³ Brakujące fragmenty rękopisu.